Base
Imię i nazwisko postaci

Marzanna Dobrosława

Płeć postaci

Kobieta

Wiek postaci

24

Biografia postaci

Imię: Marzanna

Ród: Wandalowie

Wiek: 24 wiosny

Zawód: Zielarka – Leśnik

Wygląd:

Marzanna to bardzo urodziwa kobieta, obdarzona przez bogów pięknem i delikatnością. Jej długie blond włosy są niczym wodospad, który okrywa swym zimnem inteligencję i niezłomność. Oczy Marzanny są niczym szmaragdy, które nie jeden raz były chciwie wypatrywane przez rozbójników i panów niższej kategorii. Wbrew pozorom, ta strażniczka lasu potrafi o siebie zadbać, oraz się bronić. Nie straszna jej wspinaczka, ani błoto, co sugeruje wysportowana budowa ciała. Nie jest natomiast wysoką istotą. Ma 162cm wzrostu. Dobrosława posiada jasną, bladą cerę. Aż dziw, że pomimo tak niebezpiecznego trybu życia, jej skóra jest niemal nieskazitelna. Nie ujrzysz skazy, czy blizn. Spotkać ją można odzianą w przewiewną sukienkę do kostek, oraz szatę w odcieniach zieleni.

Historia:

– Nie czas na to! Zostaw ją tu! Pora ruszać! – Nalegał jeden z mężczyzn, kiedy to drugi interesował się nieprzytomną dziewczyną. Jej jasne dotąd włosy, teraz ukazywały się światu w odcieniach czerwieni.

– To moja nagroda! Jeżeli przeszkadza ci moja postawa, to idź po Goborkiego, ale z łaski swojej odejdź, bym mógł dokończyć to co zacząłem! – Odparł agresywny człek, po czym pogroził swą buławą i odgonił przyjaciela. Kiedy tamten odszedł, rabuś odłożył broń i zbliżył się do delikatnej istoty, by po chwili napalczywie delektować się jej pięknem. Napastnik aż się ślinił na jej widok, gdyż w swoich stronach nie widział jeszcze tak urodziwej kobiety. Dotknął jej włosów, a potem zaczął zdzierać z niej suknię, kiedy trafiła go ślepa strzała. Rogi zabrzmiały, a po nim wrzawa nacierającej armii. Złoczyńcy czmychnęli w popłochu kąsani przez strzały. Nie było tu mowy o ratunku. Ci co przybyli, to świadkowie cmentarza, nie nadziei i życia. Ona jedna przeżyła w chaosie wojny.

Kiedy otworzyła oczy, nie znała nawet swojego imienia. Ruszyłaby biegiem, gdyby nie ostre bóle głowy i pokaleczone stopy.

– Wybierasz się gdzieś? – Usłyszała i szybko się rozejrzała, szukając źródła dźwięku. Była noc, a światło palenisko odebrało jej wzrok. Oślepiona szybko zasłoniła oczy i cofnęła się. „Gdzie jestem?”

– Nie musisz się mnie obawiać, chociaż nie lepszy jestem od tych, co cię skrzywdzili. Masz szczęście, że kogoś mi przypominasz, dziewczyno.

– Kim jesteś? – Zapytała, próbując się przebić przez ścianę mroku i potężnej poświaty.

– To chyba ja powinienem zadać to pytanie?

– Nie pamiętam. – Odparła dziewczyna i odwróciła się od ogniska. Ciemne kształty poruszały się na tle innych palenisk, ale ona skupiła się na białej twarzy, majaczącej w górze. Ogarnął ją strach. Straciła siebie. Zgubiła to, co czyniło ją człowiekiem. Kim więc jest teraz?

– Boisz się? – Dopytywał mężczyzna, nic nie robiąc sobie z nagłych odruchów kobiety i dalej konsumując zająca.

– T-tak. – Wyjąkała.

– Dobrze. To oznaka inteligencji, a głupoty z twych ust bym nie zniósł. Chcesz, to uciekaj. Nie chcesz, to leż na dupie. Na twoim miejscu jednak zostałbym tutaj. Mężczyźni tutaj od lat nie patrzyli na taką słodycz, a zbliżają się chmury. Zasłonią one białą twarz i nawet bogowie nie uchronią cię przed ich żądzą. – Przestrzegł dziewczę i ułożył się do snu, uprzednio wycierając brudne łapy o zielsko obok.

Tak minął dzień pierwszy…

***

Zbudził ją chrzęst łamanych gałęzi. Ludzie zwijali obozowiska i zbierali się do dalszej podróży. Jeszcze złota tarcza nie wyjrzała zza zielonego puchu, a ci już na nogach ciężko pracowali. Nie było czasu dla nich. Nie było granic. Należało wiele poświęcić, by dojść do celu.

– już wstałaś? – Usłyszała i przekręciła się na drugi bok. Zaraz pożałowała swojej decyzji i zakryła się siennikiem lekko się przy tym rumieniąc.

– Co ty, dziewica, że boisz się spojrzeć?

Nie odpowiedziała. Przeczekała jakiś czas, po czym podniosła się i nie patrząc w stronę mężczyzny rozejrzała się po obozie. Musiała dokonać wyboru co dalej. Kim była? Czy ta wioska należała do niej?

– idziesz? – Nieznajomy zbliżył się do niej stanowczo zapominając o granicach. Kobieta wzdrygnęła się nieznacznie, ale dalej wypatrywała promieni słońca.

– Nie wiem, nic mnie tu nie trzyma. Dalej nie pamiętam jak mam na imię.

– Zdaje się, że moi bracia już ci je nadali. Całą noc o tobie ino gadali, a niektórzy to i zbyt głośno przy tym piszczeli. – Burknął, na co młodzik obok zaśmiał się pod nosem i czmychnął organizować ludzi do wymarszu.

– W takim razie kim jestem? – Zapytała przyglądając się, jak światło pokrywa ziemię swoim ciepłem i nową przyszłością.

– Masz na imię Marzanna i możesz być kim tylko zechcesz.

– A ty?

– A ja jestem naprawdę głupi, skoro ci na to pozwalam. – Zaśmiał się pod nosem. Skrzywiła się i odwróciła się do niego, lustrując go wzrokiem. Jej lodowate oczy przebiły go niczym sople lodu, aż w końcu ten westchnął i wyciągnął dłoń w stronę Marzanny.

Ja jestem Dobromir…..