Base
Imię i nazwisko postaci

Shirigne Landmand

Płeć postaci

Kobieta

Wiek postaci

20

Biografia postaci

W niewielkiej wiosce, w kraju słynącym z zimna bijącego z przyrody i ludzkich serc, żyła dziewczyna o jednym, prosty marzeniu. Niczego tak nie pragnęła jak spokoju ducha. Chociaż wiedziała, że mieszkańcy wioski pałają się plądrowaniem i innymi rzeczami, które wydawały się jej dosyć barbarzyńskie, nigdy nie próbowała poznać przyczyny lub oddać się refleksji nad skutkami działań przemocy. Tak długo, jak mogła żyć w dostatku, nie kwestionowała sposobu funkcjonowania jej małego świata.

 

W życiu pomagała jej w tym wrodzona umiejętność adaptacji do każdej sytuacji. Gdy trzeba było, potrafiła delikatnie pieścić roślinność, która wyrastała na bujne, owocodajne słupy zieleni. W innych momentach przykładnie oddawała cześć Odynowi, chociaż nigdy nie wierzyła w żadne bóstwo.

 

Nie przeszkadzał jej brak rodziców. Ciężko było jej wyobrazić sobie tęsknotę za czymś, czego nigdy nie poznała, ponieważ jej rodzice zginęli na jednej z wypraw, gdy była zaledwie kilkulatką. Nie oznaczało to jednak, że nie była obdarowana w życiu miłością. Kochała ją każda wioskowa rodzina, jak gdyby serce młodej dziewczyny należało do każdej z osób zamieszkujących okolicę. Najważniejszą osobą był dla niej Starszy wioski – Gorm Landmand. Jeżeli kiedykolwiek było jej blisko do uczucia miłości, to najpewniej odczuwała je właśnie do tego starego mężczyzny, którego pieszczotliwie nazywała Dziadem.

 

“Dziad” był stary, śmierdzący i pokryty bliznami. W zbójeckich wyprawach był weteranem, okrutnikiem w oczach wrogów, bohaterem dla wioski. Przez lata starał się nauczać Shirigne wielu umiejętności przeżycia, próbując nawet nieudolnie przekazywać jej wartości, w które według niego powinna wierzyć każda kobieta. W pewnym momencie jej życia zaczęła być traktowana nawet jak jego wnuczka, rodzina, której nigdy nie miał. Przyjęła również jego nazwisko. Dziewczyna zawsze czekała pod jego domem, gdy ten miał wracać z wyprawy, by posłuchać o krwawych opowieściach.

 

+++

 

Wszystko było w najlepszym porządku. Schematyczne życie, którego pragnęła Shirigne, mogło mieć miejsce dzięki akceptacji otoczenia i niezadawaniu niepotrzebnych pytań. Utopijne w jej mniemaniu życie bywało jednak czasem zachwiane przez wioskowego rebelianta (a przynajmniej tak zwał go Gorm). Chłopak o imieniu Ranberg wydawał się zdecydowanie nie pasować do wioski. Wciąż rozmyślał nad każdym aspektem życia, a także kwestionował działania innych, czym irytował połowę wioski.

 

To właśnie Ranberg pierwszy zapytał Shirigne o moralność. Chociaż słowo było jej wcześniej znane, a jego znaczenie już zupełnie nie. Dziewczyna spytała, czy chodzi o wiarę w Boga i postępowanie zgodnie z zasadami. Chłopak odpowiadał cierpliwie, jak gdyby cieszył się, że ktoś go wreszcie słucha i poświęca uwagę. Opowiadał o przeżyciach wypraw w nieco brutalniejszy sposób, niż Gorm, a do tego przedstawiał swoje wartości i podejście do dobra oraz zła.

 

Ich rozmowy powoli stawały się regularne, a Shirigne zdawała się być coraz bardziej zafascynowana. Istnienie wyższych wartości i fakt, że jedna osoba z wioski odznaczała się czymś więcej, w jej oczach było jak objawienie, że człowiek może mieć większą wartość, niż zwykła myśleć do tej pory. Zmieniła również swój sposób ubierania się, niesforne, rude włosy teraz prezentowały się w precyzyjnie ułożonej fryzurze.

 

Któregoś dnia, Ranberg po prostu zniknął z wioski. Czy został usunięty? Czy odszedł, by znaleźć odpowiedzi na nurtujące go pytania? Pierwszy raz od dłuższego czasu, dziewczyna zaczęła odczuwać coś, co można nazwać niepokojem. Schematyczne życie zaczęło wydawać się jej ułudą. Jej serce zmącone niepewnością również potrzebowało odpowiedzi.

 

+++

 

Któregoś ranka zapukała do drzwi Gorma. Sama nie wiedziała, czy potrzebuje rozmowy z nim, czy po prostu rozmowy z kimkolwiek, co zastąpiłoby konwersację, którą zwykła prowadzić z Ranbergiem. Wypytywała Dziada o wiele rzeczy, lecz ten był wyraźnie zirytowany pytaniami. Podkreślał, że ich system wartości i mocna wiara pozwoliła wiele lat przetrwać wiosce bez głodu, bez epidemii chorób i zawiści międzyludzkiej. Dostatek obkupiony krwią obcych był dla niego czymś normalnym, zwierzęcym instynktem, którym mieszkańcy byli skażeni. Starszy każdego wieczoru w karczmie przedstawiał jej swój światopogląd i to, że ludzie są po prostu na szczycie hierarchii i o ten szczyt ze sobą jednocześnie konkurują.

 

Skażenie – tak zaczynała widzieć to Shirigne. “Czy jesteśmy zwierzętami? O to pytał się Ranberg?” – zaczęła zastanawiać się już młoda kobieta. Nie musiało minąć dużo czasu, gdyż już kilka miesięcy później dotarło do niej, że wraz z przybyciem niepewności, bezpowrotnie straciła proste, ułożone życie.

 

Podczas każdego patroszenia ryby, podrzynania świniakom gardeł i rozpruwaniu królików, kobietę nachodziły myśli o tym, że chciałaby być ponadto. W jej umyśle pojawiła się wiara w to, że jej dawny znajomy faktycznie opuścił wioskę z własnej woli. Zaczęła widzieć zbójecką wioskę jako oborę pełną zwierząt, powoli przestając dziwić się Randbergowi, że ten porzucił to nędzne życie w poszukiwaniu odpowiedzi na pytania, które dopiero teraz zaczynała rozumieć.

 

+++

 

Któregoś wieczora, jak zwykle siedziała do późnej godziny w karczmie, która zawsze gościnnie ją przyjmowała. Sącząc kolejny trunek, karczmarz przyniósł jej przygotowaną rybę, jedną z tych, które ta wcześniej dostarczyła. Powoli krojąc kolejny kawał mięsa, jej głowę zaczęły nawiedzać obrazy rzezi, o których opowiadał jej wielokrotnie dziad. Na tym świecie, to ona jest na szczycie hierarchii. Jest ponad nędzną, złowioną przez siebie rybą i  jedzenie jej jest jak przybicie pieczątki, oznaczającą jej władzę. Czy to właśnie to właśnie sposób na znalezienie jej odpowiedzi? Droga przemocy, na której końcu nagrodą jest samoświadomość?

 

Dziewczyna poczuła obrzydzenie, jednocześnie zmuszając się do dokończenia ryby. Połykają ją nerwowo, wpychając większe kawałki na siłę do buzi. Zrozumiała, że mogła stać się czymś więcej, niż ryby, dzięki posiadanej władzy, którą teraz może pokazać, konsumując posiłek. Tej nocy, postanowiła, że i ona wyruszy w swoją podróż, w poszukiwaniu nurtujących ją pytań.

 

+++

 

Dziad spał wygodnie w łożu, otoczonym pustymi butelkami. Kiedy powoli otworzył oczy, będąc niespodziewanie wyrwanym ze snu, zobaczył nad sobą Shirigne, oświetloną przez powoli wschodzące słońce.

– Shiri? Dziecko, co ty tutaj robisz?

 

Kobieta uśmiechnęła się, dotykając palcem jego zszarzałą skórę na policzkach.

– Dziadku, chyba wiem, co miałeś na myśli, mówiąc o hierarchii i zwierzęcych instynktach. – zaczęła mówić spokojnie – Byłam trzymana tu jak w klatce, do której cały czas miałam klucz. Teraz już wiem, co mogę zrobić, żeby znaleźć odpowiedzi na swoje pytania.

Starszy wioski niespokojnie patrzył na twarz młodej dziewczyny, która wydawała się coraz bardziej podekscytowana, jakby ta chwaliła się trudnym, rozwiązanym zadaniem.

– Ty byłeś na szczycie i znalazłeś swoje odpowiedzi. Teraz ja pragnę tego samego. Kocham cię, więc mi pomożesz.

 

Po tych słowach, wypowiedzianych cichym, nieśmiałym tonem, wciąż się uśmiechając, Shirigne zatopiła jednocześnie swoje zęby i nóż w szyi starca, momentalnie otwierając tętnicę. Zamykając oczy, odgryzła kawałek skóry, który zaczęła przeżuwać, wciąż siedząc okrakiem na wykrwawiającym się ciele.

 

+++

 

Chwile zamieniły się w minuty, a Shirigne powoli zeszła z martwego już ciała, połykając ostatnie resztki skóry i ścięgien z jej ust. Kobieta wyjrzała przez okno, zdając sobie sprawę, że słońce rozświetliło już całą wioskę. Wiedząc, co czeka ją, gdy ktoś odkryje zwłoki Starca, wiedziała, co musi zrobić. Błyskawicznie związała włosy, podeszła do ciała i delikatnie ucałowała Dziada w wysuszone, brudne od krwi usta, po czym wybiegła z domu.

 

Uciekając, ściągnęła ze sznura suszącą się sukienkę sąsiadki Dziada, w którą w pośpiechu się przebrała, docierając do lasku. Stamtąd jej cel był już bardzo blisko – przystań, z której regularnie odpływał transportowy statek. Dziewczyna wskoczyła niemalże na pokład, a zdziwionemu członkowi załogi posłała wymowne spojrzenie.

 

+++

 

Gdy para zeszła pod pokład, kobieta zaczęła „spłacać swą podróż”, wykonując lubieżne czynności wciąż lekko zakrwawionymi ustami. Gdy nieznajomy mężczyzna osiągnąć szczyt, lekko się cofnął i podciągając spodnie, rzucił do dziewczyny nieco zmartwionym i czułym głosem:

– Możesz płynąć i całą drogę z nami, ale nie wiem, czy tam sobie poradzisz, dziewczyno. – powiedział – Nie wiem też, czy nie będziesz musiała, wiesz… zapłacić też reszcie załogi.

 

Shirigne poprawiła przybrudzoną sukienkę i uśmiechając się w nieadekwatnie niewinny sposób, odwróciła się w kierunku mężczyzny.

– Nie martw się o mnie. Lubię mieć mięsko w buzi.